Ten art.  dotyczyć  będzie  takich  zagadnień  jak  normy  moralne, prawne  czy  etyczne.  Na  wstępie  pozwolę  sobie  przypomnieć  kilka  faktów  z  historii. Mianowicie podstawowymi normami, według których w dalekiej przeszłości budowano kodeksy prawne (nazwijmy je świeckimi) były oczywiście zasady religijne. To one stały się podwalinami  pod  przyszłe  systemy  prawnicze.  One,  oraz  gwoli  ścisłości,  dodałbym  jeszcze kodeksy    honorowe    (np.    rycerskie).    Także w społeczeństwach starożytnych religia odgrywała    olbrzymią    rolę. Wymuszała ona na wiernych większą dyscyplinę, a jak wiadomo, im solidniejszy lud, tym łatwiej wygrywać walkę w odwiecznej wojnie o przetrwanie. 
Naturalnie  owa  kolej  rzeczy  nie  mogła  trwać  wiecznie.  Z  racji  rozwoju  kultury  (poprzez przekazywanie wiedzy z pokolenia na pokolenie) ówczesne elity rządzące nie były już wstanie wymuszać na masach wiarę w Opatrzność, której to udowodnienie istnienia nie  mogło  się  nigdy  powieść.  Osłabienie  religii  stwarzało  zagrożenie  dla  Pomazańców Bożych (czyt. królów), ale z drugiej strony powodowało rozwój innych doktryn. 


W   efekcie,   w   przeddzień   wybuchu   Rewolucji   Francuskiej,   można   wymienić   trzyJohn Locke najpopularniejsze   podejścia  państw   w   Europie   do   prawa:   konserwatywne,   liberalne   i socjalistyczne.  Konserwatywnym  rodzajem  sprawowania  władzy  przez  rząd  można  określić wszelkiego    rodzaju    monarchie   absolutne,   i    tu    należałoby    dokonać rozgraniczenia    pomiędzy monarchiami  absolutnymi  (tradycyjnymi),  a  królestwami  o  ustroju  absolutyzmu oświeconego. W przypadku pierwszym, wymienić powinniśmy przede wszystkim Hiszpanię, Francję i po trochu Rosję (tam jednak oświeceniowe reformy Piotra Wielkiego i Katarzyny Wielkiej w pewnym  zakresie  rehabilitują  tamtejsze  władze).  Jednak  tą  formę  rządzenia  można  śmiało określić mianem reliktu przeszłości, więc nie będę jej omawiał dalej. Wróćmy do absolutyzmu oświeconego. Jego najlepszym przykładem będzie militarystyczne państwo prawa Fryderyka II,  jakim  były  Prusy.  Z  kolei  filozofem,  reprezentującym  ten  nurt był Wolter (z którym zresztą Fryderyk  II się przyjaźnił). Państwo Prus cechowało pogląd jako, że nowoczesny, wykształcony król, otoczony przez zastępy mądrych doradców będzie najlepszym     władcą.     Jednocześnie     całe    państwo     miało     być     scentralizowane     i zbiurokratyzowane, tak aby wymusić na społeczeństwie posłuszeństwo i realizowanie reform. Jest to rodzaj rządów, który wyśmienicie wpisuje się w tzw. prawo naturalne, ale o tym zaraz.


Pobieżnie udało mi się omówić konserwatywną wizję państwa w XVIII  wieku. Przejdę teraz do wizji socjalistycznej, opartej na oświeceniowych dążeniach elit wielkomiejskich we Francji,  rządzonej  poprzez  monarchów  despotycznych  (skrajna  wersja  absolutyzmu,  którą najlepiej  podsumowuje  stwierdzenie  Ludwika  XIV:  „Państwo  to  ja”).  Otóż  zacofanie  oraz niepowodzenia  Francji  pod  koniec  XVIII   wieku  w  rywalizacji  kolonialnej  z  Anglią, doprowadziły   do   próby   zreformowania   królestwa.   Receptą   na   biedę,   korupcję   elit   i nieudolność  króla  miał  być  zbiór  pseudo-oświeceniowych  idei, pod  nazwą  „socjalizm”. Wbrew powszechnej opinii ten dziwaczny twór nie wymyślili Żydzi, tylko właśnie Francuzi tamtych czasów, a jedynie za jego późniejszy rozwój odpowiadają filozofowie pochodzenia judaistycznego. Żeby najlepiej opisać czym jest socjalizm (właściwie to każdy doskonale wie, wystarczy  wyjrzeć  za  okno  albo  włączyć  telewizję),  wypiszę  kilka  ciekawych  cytatów ideologów  tego  nurtu.  D.  Diderot:  „Ludzie  dopiero  wtedy  będą  wolni,  kiedy  udusi  się ostatniego  króla  wnętrznościami  ostatniego  z  księży”.  M.  Robespierre:  „Terror  jest  niczym innym jak sprawiedliwością, niezwłoczną, srogą, nieugiętą; dlatego jest emancypacją cnoty; nie tyle jest specjalną zasadą, ale konsekwencją ogólnej zasady demokracji dostosowaną do najpilniejszych  potrzeb  naszego  państwa”.  Ch.  Fourier:    “Jak  w  gramatyce  dwa  przeczenia dają  twierdzenie,  tak  samo  w  moralności  małżeńskiej  dwie  prostytucje  dają  jedną  cnotę". Więcej  o  tych  głupotach  pisać  mi  się  nie  chce.  Szkoda  marnować  papier  (i  prąd)  na  tak żałosny pogląd. Ogólnie mówiąc, socjalizm nie opiera się ani na „umowie społecznej”, ani na „prawie  naturalnym”.  To  pogląd  bliski  platońskiej  wizji  Państwa  Filozofów,  w  którym  to najmądrzejsi    (nazywani    przez socjalistów „Światowym    Kartelem”),    korzystając    z    aparatu    terroru    i indoktrynacji,    kontrolują  wszystkie  światowe  zasoby  i  wydzielają  je  po  równo  każdemu. Rządzący  wybierani  są  demokratyczne  i  posiadają  mandat  społeczny,  aby  decydować  o każdej, często nawet najmniejszej, kwestii życia obywatela. 


Statua Edmunda Burke'a w DublinieWspomniałem   o   „umowie   społecznej”.   Jest   to   ostatni   z   ówczesnych   wizji sprawowania  władzy  i  respektowania  prawa,  oparty  głównie  o  filozofię  Johna  Locke’a. Zaprzeczył  on  wizji  świata  zaproponowaną  przez  Hobbesa,  której  odzwierciedleniem  było „prawo  naturalne”.  John  Locke  starał się  pogodzić  władzę  narzuconą  przez  państwo  z możliwością  istnienia  zorganizowanej  społeczności.  Zgodził  się  z  Hobbesem,  że  każde państwo  to  „mafia”,  która  „siłą”  sprawuje  rządy  nad  określonym  narodem.  Jednak  według angielskiego  filozofa  ta  mafia  „otrzymuje”  władzę  od  ludzi  w  ramach  niepisanej  „umowy społecznej”, czyli porozumienia wszystkich klas i stanów wobec funkcji, którą każde z nich będzie spełniać w tymże państwie. Wniosek z tego taki, że król nie jest namaszczony przez Boga, lecz otrzymuje swoje stanowisko w porozumieniu z narodem. Zapisem takiego porozumienia powinien  być  zbiór  praw,  który  to  każda  ze  stron  musi  przestrzegać.  Dziś  nazywamy  go „konstytucją”.   Locke   wspierał   monsteskiuszowy   trójpodział   władzy   oraz   gospodarczy monetaryzm.  W kwestiach  moralnych  uważał,  że  każdy  człowiek  rodzi  się  dobry  („tabula rasa”), a dopiero pod wpływem środowiska skłania się ku złu. Ponieważ każdy człowiek ma wrodzoną skłonność do czynienia dobra, to najlepsze rządy to takie rządy, które jak najmniej wtrącają się w życie jednostki (zgodnie z zasadą „chcącemu nie dzieje się krzywda”). Śmiało można   nazwać   go   ojcem   (wraz   z   Edmundem   Burkiem   i   Frédériciem   Bastiatem) współczesnego liberalizmu (czy też, jak nazywa się go za oceanem, „libertarianizmu”). 


Znamy  już  główne  postawy  moralne  zgodnie  z  różnymi  doktrynami  politycznymi. Moralność socjalistyczna oparta na tzw.: sprawiedliwości społecznej, solidarności, równości. Moralność  liberalna,  oparta  na:  wolności,  własności  i  sprawiedliwości.    I  wreszcie  normy prawa naturalnego, nad którymi będę prowadził rozważania w tym akapicie. Porządek prawny można wydzielić na prawo natury i prawo  pozytywne.  Prawo  naturalne  (wersja  tradycjonalistyczna)  postuluje  szereg  norm etycznych,  które  są  niezmienne  i  ponadczasowe  (można  utożsamiać  je  z  Wolą  Bożą  lub Naturą).  Prawo  pozytywne  jest  przede wszystkim wytworem,  wspomnianego  przeze  mnie,  marksizmu.  Otóż filozofowie  francuscy  w  połowie  XVIII wieku  rozpoczęli  pracę  na  pierwszą  powszechną encyklopedią,  czyli  spisem  znanych  pojęć  naukowych  (biologicznych,  geograficznych, filologicznych, itp.). Dziwne skąd znaleźli na to czas, skoro było im tak źle pod panowaniem króla absolutnego, Ludwika XV. Skądinąd wpadli jednak na feralny pomysł, że skoro tak im dobrze  idzie  wymyślanie  różnych  definicji,  to  może  wymyślą  sobie  nowy  świat,  w  którym wszyscy będą piękni, mądrzy i bogaci. Wymyślili socjalizm. Odrzucili więc Boga, królów i historię   na   rzecz   nowego   świata   –   Rewolucji.   Dlatego   też   musieli   zrezygnować   z poprzedniego prawa opierającego się głównie na kodeksach religijnych  i Prawie Bolońskim (które  bezpośrednio  było  kontynuatorem  Prawodawstwa  Rzymskiego).  Generalnie  rzecz ujmując,  prawo  pozytywne,  to  prawo  wymyślone  przez  socjalistów  (czyli  jest  to  prawo stosunkowo  nowe,  stworzone  na  potrzeby  danej  doktryny).  Na przykład,  jeśli  weźmiemy program  wyborczy  partii  NSDAP  (Narodowo-Socjalistyczna  Niemiecka  Partia  Robotnicza), to  w  punkcie  19.  czytamy:  „Żądamy,  aby  prawo  rzymskie,  które  służy  materialistycznemu porządkowi  świata,  zastąpić  nowym  systemem  prawnym  w  całych  Niemczech.”  To  zdanie chyba najlepiej tłumaczy, czym jest prawo „pozytywne”. Niektórzy uważają, że to i tak lepsze od prawa naturalnego. A to z powodu wmawiania przez setki lat społeczeństwu, że „król jako wybranych  przez  Boga  urzędnik,  może  wszystko,  bo  prawo  naturalne  daje  mu  taką możliwość”.  Oczywiście  taka  teza,  nie  ma  nic  wspólnego  z  prawem  naturalnym,  bo  owe zasady opierają się na tradycji i kulturze. Król, gdyby je jawnie łamał, wnet sam stałbym się rewolucjonistą,  zamiast  jego  strażnikiem.  Mimo  to,  istnieje  jeszcze  inna,  liberalna  forma rozumienia prawa naturalnego.  


W  XVIII  pojawiła  się  interesująca  hipoteza  naukowa,  jakoby  człowiek  nie  powstał  w obecnej  formie  biologicznej,  lecz  wyewoluował  do  takiej  postaci  przez  miliony  lat.  Teoria ewolucji,  doboru  naturalnego  lub  po  prostu  zwana  Darwinizmem,  zamieszała  w  szeregach naukowców. Miała ona wpływ także na formułowanie postaw społecznych i doktryn. Wiele osób wyszło wówczas ze słusznego wniosku, że skoro wszystko podlega selekcji naturalnej (ludzie,  przedsiębiorstwa,  państwa),  to  dlaczego  na  tej  podstawie  nie  stworzyć też  prawa? Powstał pogląd nazywany Darwinizmem Społecznym, którego ideą była właśnie owa walka o byt. Otóż wielu liberałów uznało, że tylko Natura (lub Bóg) są jedynymi w pełni  niezależnymi arbitrami w przyrodzie. Co z tego wynika? Rządy nie powinny wtrącać się w życie jednostki, bowiem człowiek pisząc prawo, nie jest całkowicie pozbawiony uprzedzeń. Władza powinna jedynie chronić obywatela przed agresją innego. Poza tym każdy z nas ma prawo decydować sam o wszystkich  kwestiach  związanych  z  nim  samym  i  jego  rodziną.  Stąd  też  pytania  nurtujące polityków,  typu:  „od  którego  roku  życia  powinien  być  przymus   edukacyjny””,  „czy zalegalizować marihuanę?” nie mają racji bytu. O tym, czy człowiek żył dobrze, czy źle i tak zadecyduje selekcja naturalna (lub dla wierzących: sąd ostateczny). Prawo naturalne ma więc tutaj kompletnie inną interpretację. Każdy z nas jest wolny, a słabi (czyli osoby postępujące niewłaściwie)  po  prostu  sami  przypieczętują  swój  los.  Wszelki  interwencjonizm  państwa zamazuje ten obraz, więc jest niesłuszny. 


Można  zadać  sobie  pytanie.  Skoro  tak,  to  skąd mamy  wiedzieć,  co  jest  dobre  a  co  złe, jeśli i tak będzie można to ocenić jedynie z perspektywy Boga (czyli z perspektywy czasu, w pełni obiektywnym okiem)? Otóż nie można. Za to da się po prostu weryfikować swoje oceny na  podstawie  badania  przeszłości,  metodą  prób  i  błędów.  Jeśli  religie  oparte  na  Piśmie Świętym   przetrwały   tysiące   lat,   w przeciwieństwie   do   np.   religii   politeistycznych,   to prawdopodobnie  tezy  moralne  zawarte  w  Biblii są dla  ludzi  korzystne.  A  co  jeśli  ktoś zadecyduje  inaczej?  Mówiąc  kolokwialnie,  po  prostu  „marnie  skończy”,  więc  nie  ma  sensu się nim przejmować. Niestety inaczej pojmują rzeczywistość socjaliści, którzy uwielbiają za dobre karać, a za złe wynagradzać. Choćby w systemach podatkowych, które uderzają w ludzi pracujących, a premiują nierobów. Albo w prawie karnym, które to ma zajmować się „resocjalizacją” więźniów, zamiast  zwyczajnym  wymierzaniem  sprawiedliwości  (możliwe,  że  to  właśnie  kryje  się  pod znaczeniem  „sprawiedliwości  społecznej”).  Pewnie  też  dlatego,  jeden  słynny  norweski morderca ma bardziej komfortową ‘celę’  niż większość polskich studentów mieszkanie. 

 

[ActionMag 165]

blog comments powered by Disqus