„- …Milan jest bardzo, bardzo blisko triumfu w Lidze Mistrzów.”
  - Ależ też bliski jego obrony był Buffon.
  - Jeśli teraz piłkarz Juventusu, Alessandro Del Piero nie pokonana Didy wówczas Milan wzniesie Puchar Europy…” *

Tak mniej więcej wyglądał dialog między Romanem Kołtoniem i Mateuszem Borkiem podczas ostatnich minut finale Ligi Mistrzów w sezonie 2002-2003, kiedy to po raz pierwszy (i także po raz ostatni) znalazły się w nim dwie drużyny włoskie. Zwyciężył w nim, rzecz jasna, AC Milan rozpoczynając kilkuletnią erę dominacji w europejskiej piłce. Także Juventus po tym sezonie miał okres wielkiej drużyny, wygrywając głównie jednak w Serie A. Kto by pomyślał, że po takim sezonie i po zdobyciu w 2006 roku Mistrzostwa Świata przez Squadra Azzurra, liga włoska nie tylko nie powróci na tron najlepszej ligi świata (utracony w sumie niedawno, bo gdzieś na przełomie wieków), ale także straci 3. miejsce w rankingu narodowym UEFA, który obligował federacje z danego kraju do wystawienia aż 4 drużyn w najbardziej prestiżowych (i najlepiej opłacanych) rozgrywkach piłkarskich świata - Lidze Mistrzów. Staje się już pomału faktem, że Włosi ustąpili pola na arenie międzynarodowej nie tylko Hiszpanom i Anglikom, ale także Niemcom, którzy (o zgrozo!) po Puchar Europy sięgnęli ostatnim razem w.. 2001 roku.


Czym spowodowany jest kryzys ligi włoskiej? Aby rozwikłać zagadkę upadku piłkarskiego „imperium rzymskiego” należy cofnąć aż do przełomu lat 80. i 90. kiedy to telewizja zaczęła coraz częściej zaglądać na stadiony. Poniekąd do tego przyczynił się pewien włoski biznesmen, który ostatnio zasłynął romansami w młodymi dziewczynami a słowa „Bunga Bunga” nie są mu obce. To on będąc jednym z najbogatszych Włochów, zaczął lansować oglądanie piłki nie tylko na trybunach ale także przed telewizorem. Efektem tego było coraz więcej pieniędzy za transmisje dla klubów, dzięki czemu Włosi szybko pościągali do siebie najlepszych zawodników w Europie. Można było jednak zauważyć negatywny aspekt tego zjawiska, mianowicie coraz to mniejsze tłumy na stadionach. W końcu po co wydawać pieniądze na bilet, skoro można pójść do pubu z kolegami lub usiąść w domu na kanapie i wygodnie obejrzeć ten sam mecz. Malejąca frekwencja stała się później sporym problemem, jednak wówczas nikt się tym nie przejmował. Berlusconi, bo o nim była mowa, poszedł krok dalej i przejął w 86 roku utytułowany klub AC Milan. Obiecał jego fanom, że zrobi z niego najlepszy klub na świecie. Nikt nie chciał wierzyć w te zapewnienia, że tułający się w środku ligowej tabeli klub będzie wstanie osiągnąć taki sukces. Szybko jednak pieniądze Berlusconiego zaowocowały kolejnymi transferami, m.in. takich piłkarzy jak trójka Holendrów: Marco Van Basten, Franka Rijkaard i Ruuda Gullit. W konsekwencji Milan w 89 roku sięgnął po Ligę Mistrzów, pokonując w półfinale Real Madryt aż 5:0. W Mediolanie rządzili Holendrzy, ale w Napolu też nie szczędzono pieniędzy. W 1984 roku sprowadzono do niego Diego Maradone za 6,9 mln funtów (do dziś nie wiadomo skąd klub wziął na to pieniądze). Boski Diego poprowadził drużynę z południa Italii do dwóch Mistrzostw, Pucharu i Superpucharu Włoch, a także do zwycięstwa w finale Pucharu UEFA. Szybko okazało się, że pieniędzmi można łatwo osiągnąć sukces w futbolu.


Na dalsze transfery nie trzeba było długo czekać. W latach 90. wszystkie kluby najbogatszej ligi świata miały swoje gwiazdy. I choć pieniądze za transmisje stale rosły, to kontrakty zawodników i ich kwoty odstępnego rosły w zastraszająco szybszym tempie. Niezdrowe myślenie włoskich prezesów, które polegało nie na tym, by zbudować drużynę lecz ją kupić, doprowadziło do ogromnego zadłużenia całej ligi. I tak kolejne kluby stanęły na krawędzi bankructwa: Fiorentina w 2002 (50 mln zadłużenia), Napoli w 2004 (70 mln długów), Lazio w 2004, czy Parma również w 2004. Szybko się okazało, że Włosi muszą zacząć oszczędzać każde Euro, bo inaczej cała liga pogrąży się w bagnie zadłużenia. Okazało się też, że lokalni biznesmeni, których majątek starczał w latach 90. na zbudowanie niezłej drużyny w dobie globalizacji nie mieli wystarczających środków by zabezpieczyć klub przed np. słabszym sezonem (a więc i mniejszym dopływem kasy) czy pogorszeniem się koniunktury. Kolejnym problem okazała się przestarzała, pamiętająca Mistrzostwa Świata w 1990 roku, infrastruktura. Czyli fatalnie zbudowane stadiony, często z bieżnią wokół boiska, gdzie trybuny były zdecydowanie za daleko od piłkarzy, a także stare płyty treningowe, na których piłkarze łatwo mogą doznać kontuzji. Okres lat 90., kiedy to w wielu klubach włoskich grała duża liczba obcokrajowców, był przyczyną do braku odpowiedniego systemu szkolenia młodych piłkarzy w szkółkach juniorskich. Gdy dodamy do tego jeszcze aferę Calciopoli z 2006, starzenie się społeczeństwa i exodus włoskich trenerów z ligi – kryzys mamy gotowy.


Na przeciwnym biegunie znajduje się Anglia, której rząd po tragedii na Heysel postanowił całkowicie przebudować infrastrukturę stadionową oraz zdecydowanie zwalczyć boiskowe chuligaństwo. Przełomem w Premiership okazało się zakupienie przez rosyjskiego magnata Romana Abramowicza FC Chelsea, co rozpoczęło masowy zakup przez bajecznie bogatych obcokrajowców klubów z Anglii. Ale to już temat na inny artykuł..
Co teraz czeka Serie A? Mozolne podnoszenie się z dna. Przede wszystkim należy zainwestować w nowoczesne stadiony. Na razie tylko jeden stadion w pełni spełnia Europejskie wymogi – jest nim zaledwie 20-tysięczny stadion Olimpico w Turynie, wybudowany z okazji Olimpiady Zimowej. Na tym stadionie ma grać FC Torino. Ich lokalny wróg, słynny Juventus Turyn, lada dzień odda do dyspozycji kibiców supernowoczesny stadion, który jako jedyny we Włoszech będzie w pełni należał do klubu. Projekty nowych stadionów mają też AS Roma, SS Lazio i AC Milan. Po co komu jednak pełne trybuny jeśli nie będzie kto miał przed nimi występować. We Włoszech należy stworzyć nowoczesny system szkolenia młodzieży, jak i próbować przeforsować zasadę 6+5 (6 krajowych piłkarzy + 5 obcokrajowców), która otworzy im drogę do pierwszego składu. Kolejnym krokiem powinna być rozważna polityka finansowa, oparta na realnych wpływach. Jeśli Włosi przejdą przez te wszystkie etapy, jestem pewien, że Serie A znów będzie mogła zadziwiać i emocjonować kibiców z całego świata.



* finał ten jest dostępny do obejrzenia na youtube (stan na 03.04.20011)

[ActionMag 141]

blog comments powered by Disqus